Przejdź do głównej zawartości

Posty

#4 Zakazana magia, A. Sage

Jako że jestem według zaleceń wydawcy widniejących na okładce wiek 10+ dość sędziwą staruszką jak na tę pozycję i miewam kłopoty ze wzrokiem -1,5 dioptrii robi swoje, nie zauważyłam, jak nazywa się kraina, w której spędziłam ostatnie półtora tygodnia. Natomiast prowadzona przez rodzinę Heapów, którzy dziesięć lat wcześnie. Jednego dnia dowiadują się o śmierci swojego nowo narodzonego syna Septimusa oraz podejmują się wychowania nieznanej dziewczynki, której nadają, imię Jenna.  Choć czasem nie było łatwo za sprawą potraw Zeldy, jak i miejscami przerażającej długości opisów.  Podołałam podróży i wracam bogatsza w wiedzę, jak robi się robale ochronne, czym parał się szczur Stanley, gdzie duchy mogą wejść a gdzie nie, czy buty z wężowej skóry, jakie nosiła Marcia Overstrand, są odpowiednim obuwiem na  Mokradła Marram, kto został wybrany przez pierścień na Smoczego Pana. Wytrwałam i teraz już wiem... że za jakiś czas znów mam spotkanie z rodziną Heapów w ich magicznym świecie...

#3 Lesio, J. Chmielewska

Jak wspomniałam drugą z moich ulubionych autorek jest Joanna Chmielewska, która stworzyła a raczej opisała Lesia, bo ponoć istniał naprawdę. Towarzyszyć Lesiowi w jego życiu codziennym i nie codziennym, to przeżycie bez cenne. Sama okładka wydania, które ja czytałam wskazywała by na to, że tytułowy Lesio ma pięć lat. I chociaż niektóre, puf wróć wszystkie pomysły Lesiowe mogły by wpaść do głowy pięciolatkowi. To Lesiowi oczywiście mimo iż pięciu lat to on nie ma na pewno wpadły niestety albo stety.  Jakiego kalibru pomysły ma Lesio: przepis na truciznę proszę bardzo, po co komu garb i z czego go zrobić nie ma sprawy, udawanie ciężarnej ... i wiele innych przedziwnych pomysłów wszystko to w jednej książce. Uwaga szczególna Lesiostwo jest zaraźliwe przeszło na jego współpracowników, czego dowody w książce oraz trochę jakby na mnie. Do dziś w najmniej odpowiednich momentach miewam wizualizację niektórych jego pomysłów. A co do tego wszystkiego mają walki z bykami? ...

Wesołych ...

... Świąt, spędzonych w rodzinnym gronie, wytchnienia, spokoju. Smacznego jajka i mokrego dyngusa.

#2 Władca Pierścieni, J.R.R.Tolkien

W woli wyjaśnienia jedne z pierwszych wpisów na blogu odsyła do innych autorek, do których z różnych względów mam sentyment, dzięki Grocholi polubiłam czytanie w ogóle, pewną serie uratowałam przed zagładą w koszu na śmieci, ale wydaję mi się, że jedną z pierwszych poważniejszych wypraw, jakie odbyłam w książkowy świat, był właśnie Tolkienowski świat Władcy Pierścieni. To były niejako pierwsze kroki w magiczne światy fantastycznych książek, dość długo trwające dwa miesiące i tylko trzy książki. Hm, ale za to, jakie? Nie będę się tutaj rozpisywać i streszczać fabuły, bo któż o nich nie słyszał. Dodam jednak, że mimo iż upłynęło sporo czasu odkąd, odbyłam tę podróż, pamiętam z niej wiele. I myślę, że warto było ją odbyć. Dziś to na tyle miłego dnia...

# 1 Nigdy w życiu, K.Grochola

Opowieści o książkach zacznę od autorki, która ma naprawdę piękne imię i jest jedną z moich ulubionych autorek czytadełek kobiecych i mam do niej mały sentyment. Oczywiście jest nią Katarzyna Grochola. Która ma nie tylko piękne imię  a wiem, co mówię, też tak owe posiadam. Jest jedną z ulubionych, bo na podium dzielnie towarzyszą jej Joanna Chmielewska i Monika Szwaja, o których obiecuję napisać innym razem. Dlaczego tak lubię książki autorstwa Grocholi, każdą przeczytaną do tej pory to dzięki serii powieści o Judycie zaczynającej się bestselerem Nigdy w ŻYCIU! Tak nim przeczytałam tę książkę, też tak mówiłam czytanie książek, błe…. NIGDY W ŻYCIU!!! Ale to jest taka pozycja na rynku wydawniczym, której się nie czyta, ją się pochłania przy jednym posiedzeniu. Sentyment powstał w dużej mierze dzięki samej książce, która porywa wyobraźnię tak, że nie chce się od niej oderwać, nim nie skończy się książka. Pomógł jej film zrealizowany na jej podstawie dobry, ale w porównaniu z książką w...

Były sobie targi,...

 ... czy jakoś tak?   W zeszył roku po Warszawskich Targach Książki przechadzał się taki ludek i do dziś żałuje, że nie zrobiłam mu zdjęcia, bo tytuł kreskówki idealnie pasuje do relacji z targów, które dobiegły już końca. Dlatego, też w tym roku postanowiłam się dobrze do targów przygotować. A co mi z tego wyszło... przekonajcie się sami. Zapraszam.

(7) Czasem niebiosa po prostu muszą...

... sobie poszaleć.   I nie raz szaleją przewracając nasze poukładane szczęśliwe życie do góry nogami. Przerabiam ich szaleństwo od jakiegoś czasu, niekiedy nawet boje cieszyć się, przeczuwając, że po chwilowej niewielkiej radości nadejdzie jeszcze większy smutek. 

Jak to jest...,

 ...że im więcej zadań, tym lepiej organizujesz czas. Życie pomału wraca do normalności, może jeszcze nie takiej jakiej bym pragnęła ale od czegoś w końcu trzeba zacząć. 

Wena jest jak...

... kot. Chodzi własnymi drogami, ale wraca. Zawsze. Nie wiem, kto to powiedział, ale coś w tym jest. Ja chyba też jestem jak ... kot, Choć ostatnio czyściej chodzę własnymi poza blogowymi ścieżkami, co zdarzało się także gdy prowadziłam wcześniejszego bloga. To wracam tu, czyli do blogowania. Zawsze. Jak stwierdził Hemingway "Posiadanie jednego kota prowadzi do posiadania następnego". Z blogowaniem niewątpliwie jest podobnie napisanie jednego posta prowadzi do napisania następnego. O czym pisać chyba nie muszę, że prowadzenie bloga wiele zmienia .

Yellow style...

  ... czyli żółta spódniczka w roli głównej. Gonić za modą czy mieć swój styl? Odwieczne pytanie jakie zadaje sobie większość kobiet. Czy ja gonie za modą,... nie zdarzyło się. Od dawna cenie sobie oryginalność, więc raczej "poszukuje", "tworze" swój styl. Mam swoje sprawdzone przykazania. Nie więcej niż trzy kolory, na ten przykład. Dzisiaj przedstawiam siedem pomysłów na żółtą koronkową spódniczkę.