A cóż to za okazja? Z tortem i świeczką, marzenie do spełnienia... tak wczoraj blogowi stuknął pierwszy rok. Z czego jestem ogromnie dumna i co poprawia moje samopoczucie pomimo chwilowego stanu przeziębieniowej niedyspozycji. Jak, to się zaczęło? Coś minie podkusiło i tak powstał pierwszy post a potem już samo jakoś poszło i trwa nadal. Wzloty i upadki. Były, są i zapewne będą jak przy wszystkich ludzkich działaniach. Nie da się tego uniknąć. Raz jest lepiej, raz gorzej ale generalnie blogowanie od roku stanowi część mojego życia i nie wyobrażam sobie aby było inaczej. Bo nawet jak mnie tu nie było przez czas jakiś to tęskniłam za tym miejscem prze ogromnie i zrobiłam wszystko co w mojej mocy by powrócić jak najszybciej. Dziś patrząc na pierwsze "recenzje" zaliczyć by je trzeba było do kategorii upadków, jednak jak to się mówi ćwiczenia czynią mistrza i z biegiem czasu zauważam w śród nich coraz więcej wzlotów. Radości i smutki. Podobnie jak w przypadku, wzlotów i upadków ...