top navigation

wtorek, 25 sierpnia 2015

Od zabawy ...

...zaczyna się postęp. 

(Antoni Kępiński)

Tak było i w  tym przypadku. Szwedzka ilustratorka Johanna Basford projektowała czarno-białe etykiety na wino. A jej znajomi kolorowali jej... dla zabawy, zabicia czasu....? Tak w skrócie powstały kolorowanki dla dorosłych. I świat "stanął na głowie", bo w ostatnim czasie jest mnóstwo miejsc w sieci, w których cuda nie tylko pani Basford są zachwalane "pod niebiosa". 




Może trochę wstyd się do tego przyznawać. Lubię wyróżniać się oryginalnością, choć interesuje się modą (w końcu temat ten towarzyszy mi od najmłodszych lat) nigdy raczej za nią nie goniłam, raczej poszukiwałam swojego stylu. Nie, nie mam kolorowanki dla dorosłych. Czy będę taką mieć? Może kiedyś..., czas pokaże. 

Skoro nie mam kolorowanki, to co takiego robię? Jaką zabawę sobie serwuje? 

Żeby rzecz się miała ku porządku zacznę może od początku. Temat mody, ciuchów, szycia i projektowania towarzyszy mi od dziecka. Moja mama jest krawcową. "Ale masz fajnie" - często słyszałam to za młodu - przyznaje czasem, choć mam w domu kilka ciuchów, które nadal czekają na poprawki (nie będę pisać od jak dawna). Do rzeczy, w domu pełno było projektów, szkiców i rysunków ciuchów. Do niedawna niezbyt mnie to interesowało... Jednak jakiś czas temu zaprzyjaźniona w tej chwili dziesięciolatka, upodobała sobie zajęcie. Różnego rodzaju szkicowniki (Top modelka, Lilla Lou... itp.) i projektowanie strojów. Przyznaje większość spotkań z nią kończyło się właśnie takim projektowaniem. I w pewnym momencie złapałam bakcyla zapragnęłam jednak trochę mniej "dziecinnej" postaci do szkicowania projektów. Czegoś dla starszych dziewczynek. I tak przekopując internet trafiłam na stronę Ferosh.pl i właśnie taki wzór postaci... ze szkicownika Ferosh Lilla Lou (zamarzył mi się cały szkicownik), jaki poszukiwałam. 



Pomijając kwestię samej strony, która teraz służy mi głównie jako inspiracja do tematyki projektów. Za sprawą przychylności losu w moim ulubionym kiosku ( jako jedynym w całym mieście) jakiś czas temu stał sobie jeden (za pewne specjalnie dla mnie) szkicownik. Zawiera cztery postacie, po dziesięć z każdej z nich, czyli łącznie czterdzieści.  Jest sztywny i wygląda jak kołonotatnik. Generalnie są dwa w każdym inne postacie (teraz morzy mi się drugi).






Czterdzieści postaci to niby nie mało, a jednak nie wystarczy na zbyt wiele. Postanowiłam, więc potraktować szkicownik jak rygę. Po jednej postaci z każdego wzoru obrysowałam flamastrem, przykładam czystą kartkę i szkicuje najpierw ołówkiem, a później to co najfajniejsze kolory, wzorki... itd. Choć coraz częściej pojawia się myśl o dorysowywaniu tła...







Przyznaje jest to całkiem fajna zabawa. Nie dziwie się, że kolorowanki dla dorosłych odnoszą taki sukces, choć są także inne alternatywne sposoby na dobrą zabawę z kredkami. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

*Nie spamuj! Komentarze w stylu "fajny blog, zapraszam do mnie" lub te z linkiem do Twojego bloga, będą usuwane.
*Staram się odwiedzać blogi osób, które skomentowały mój post i odwdzięczyć im się tym samym.
*Za każdy konstruktywny komentarz serdecznie dziękuję.